Nie zliczę, ilekroć Spotify stało się moją muzą, ale cyfrowy kolos zrobił to ponownie i jak na ironię znowu na siłowni za pośrednictwem Daily. Jak już wiemy „dlaczego”, to wypadałoby i odpowiedzieć na „co” i „jak”. Mówiąc lakonicznie, na treningu usłyszałem utwór O.N.A spod stajni 2020, a synapsy połączyły to z motywem w sztuce. Sam tytuł wskazuje na skrót, ale najistotniejszym jest to, co widzimy, czyli słowo „ona”. Jak to rapował Taco w Dele? „Każdy tu chce być bardziej na offie niż Archi Rojek, a wszystko, co robimy, robimy dla ładnych kobiet”. Tak, dzisiaj o tym, co tygryski kochają najbardziej, czyli kobietach, a dokładniej ich miejscu w sztuce jako inspiracji.
Od czego to się zaczyna? – Pieśń nad pieśniami (Pismo Święte)
Stawiając samemu sobie takie pytanie trudno określić, jak i gdzie kobieta jako pierwsza zainspirowała artystę do stworzenia dzieła. Chyba musimy cofnąć się do początku świata i Księgi Rodzaju, kiedy to Ewa podkusiła Adama. Tak trochę półżartem półserio, bo jedyny najstarszy tekst, który znam i w którym kobieta gra pierwsze skrzypce to Pieśń nad Pieśniami. Zanim poruszymy kwestię tematyki utworu, pragnę zaznaczyć, że ten wywodzi się z Pisma Świętego, a dokładniej Starego Testamentu. Pewnie zastanawiacie, dlaczego przedłużam wejście w istotę podmiotu lirycznego, a to dlatego, że w pewnej mierze jest to erotyk. Tak, nie przewidzieliście się – erotyk w Biblii. Mimo że utwór jest alegorią, to głównymi bohaterami tego fragmentu jest żeńska i męska postać, między którymi dochodzi do zbliżenia. Niepodważalnie jest to jeden z najbardziej interesujących biblijnych tekstów, ale nie wiem, czy ze względu na treść, czy może formę przypominającą wiersz, bo zamiast prawa czy moralnych pouczeń dostajemy niemalże żywą czystą poezję miłosną i to w dodatku bardzo zmysłową. O czym jest Pieśń nad Pieśniami? Jest to dialog między Oblubienicą i Oblubieńcem, w którym wymieniają się czułościami. Opowiadają o wzajemnym pożądaniu, zachwycają się swoimi ciałami i urodą, ale też trawiącej tęsknocie. Według niektórych badaczy jest to jeden z najstarszych tekstów, w którym kobieta ma wyraźne pragnienia. Utwór jest (przepraszam, za nieco dziwne porównanie) jak ogród, w którym możesz sięgnąć po każdy owoc. Jest po prostu soczysty, jest wypełniony metaforami, porównaniami, symboliką, a nawet powtórzeniami, które nadają rytm. Nie wiem, czy to dobrze o mnie świadczy jako katoliku, że z Pisma Świętego prawie najbardziej w pamięć wrył mi się erotyk. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że jestem „pisarzem”, a ci miewają często dość specyficzne podejście, jeśli chodzi o metafizykę.

Kali – Ta kobieta
Kali, że tak powiem, nie ceregieli się w tańcu, bo sam tytuł informuje nas o wenie. Świadectwo natchnienia Marcina datuje się na 2011 rok, a sam raper nie wywodzi się z inteligenckiej rodziny jak dzisiejszy Mata. Wspominam o tym nie bez powodu, tylko po to, żeby zaznaczyć język, który jest przystępny raczej dla każdego, ale momentami zdarzają się terminy zaczerpnięte z kultury. Utwór można mianować swojego rodzaju efektem Dopplera, ale utożsamianym z relacją dwóch osób. Dla mniej wtajemniczonych dodam, że efekt Dopplera to zjawisko, gdzie dźwięk zmienia się w zależności od ruchu, raz głośniej raz ciszej, tak bardzo mocno upraszczając. Wracając do tematu, Kali zaczyna od umiejscowienia relacji i jego niepewności, a potem od razu przechodzi do komplementacji. Tytułowa kobieta dla Kaliego jest damą, tajfunem oraz silnym narkotykiem. Oczywiście rapuje to ironicznie, a nawet można powiedzieć, że z dozą nonszalancji. Co ciekawe nawiązuje również do aparycji ewiej następczyni, przez przywołanie Boga „Gdy ją widzę, aż skacze mi tętno. Jak Bóg ją mógł uczynić tak ponętną?”. Po komplementach następuje ironiczne wyznanie tęsknoty, a zwrotka kończy się, chyba mogę powiedzieć „sarkastycznym odpuszczeniem”? Opuszczeniem rąk, ale w postaci wersu „Może po prostu oboje na zawsze skończymy, bo kobieto wykończysz mnie…”. Następnie mamy do czynienia z refrenem, który jest powtórzeniem nadającym tempa i rytmiki. Druga zwrotka i jak dla mnie nieco ciekawsza należy do gościa utworu Mikaela. Na wejściu dostajemy jeden z moich ulubionych terminów, który równie dobrze poznajemy przy maturalnej Lady Makbet „Bo jej drugie imię to femme fatale”. W skrócie femme fatale to uwodzicielska kobieta, która przyciąga i jednocześnie prowadzi innych do zguby. Mikael ciągnie dalej motyw silnej kobiety, przyrównując ją do generała, ale też porównuje w metaforyczny sposób serce do stali. Potem podkreśla wyjątkowość bohaterki, bo zestawia ją do świętego Graala, czyli kielicha, z którego pił Jezus podczas ostatniej wieczerzy. Kolejno podobnie jak Kali przywołuje ironię „Więc jeśli nie pech, choroba czy list gończy. Ja wiem na pewno, że ta baba mnie wykończy i to nie jest wcale kwesta i zerwanych łączy, że nie możemy się dogadać, kiedy gniew się włączy”. Wspólne chwile przedstawia w formie kontrastu „dobre i złe chwile przepalane szlugiem, romantyczne spacery i te nocą po wódę”. W obu przypadkach pozostaje brak happy endu albo może raczej niedopowiedzenie, które każe nam rozmyślać, jaki będzie finał. Podobny klimat ma Posłuchaj mnie od Kacpra HTA tyle że tym razem z gościnką Kaliego.
club2020 – O.N.A
Ona to nietypowy utwór zarówno foremnie, jak i gabarytowo, bo mimo że rapuje trzech członków kolektywu 2020, to trwa on tylko niespełna trzy minuty i składa się tylko z jednej zwrotki, refrenu i outra. Dlaczego postanowiłem odwołać się akurat do niego? Wiadomo, że od niej myśl o motywie się zaczęła, ale drugim powodem jest flow Filipa, który przypomina drapieżnika z kłami chodzącego na czterech łapach, a wers „Pięć luster, jak gryzę za mocno, proszę excuse me” potęguje moje wyobrażenie. Mimo że obecność Taco jest zdawkowa, to skondensowanie zmysłowości według mnie jest całkiem spore. Skupię się tylko na Filipie, bo jako jedyny odwołuje się do kobiety. Raper początkowo w trochę płytki, ale sprytny sposób przyrównuje bohaterkę do delicji, żeby nie tylko zaakcentować jej aparycję, ale i wnętrze. Następnie przechodzi do w moim mniemaniu łóżkowego wymiaru wersem „Mów mi co mam robić, jakbym był postacią w Simsach”. Potem podobnie jak w przypadku Pieśni nad Pieśniami pojawia się fascynacja ciałem „Nie zapomnę nigdy, że Jej ciało bass boosted”, do którego dochodzi wcześniej wspomniane gryzienie. Powolny i rytmiczny styl utworu wystarczył, żeby mój mózg utożsamił to sobie literacką istotą kobiety.
Podsumowanie
Wypadałoby podsumować wpis w jakiś konkretny sposób, ale tak wielu poetów, pisarzy, a nawet malarzy próbowało, że jedyne co mogę albo może bardziej chciałbym powiedzieć, to że tego tematu nie da się określić słowami. Niezależnie od epoki czy medium kobiety były, są i będą obecne w sztuce i to od biblijnych metafor, przez literackie archetypy, aż współczesne melorecytacje. Trzeba przyznać też, że inspiracja kobietą w sztuce nie jest prostolinijna, bo pełni wiele funkcji w tym estetyczną, emocjonalną czy nawet symboliczną, ale przede wszystkim projekcyjną i narracyjną. Przypomniało mi to o jednym wpisie, który nie ujrzał światła dziennego, jednak o tym, jak kobiety postrzegane są w utworach, bo to też bardzo ciekawe zjawisko „jak rola kobiety w sztuce zmieniała się na przestrzeni wieków”. Mam teraz wyrzuty sumienia, bo ten wpis powinien chyba ukazać się 8 marca…

Link do książki „Nadrabiam Sztukę” >> tutaj <<






