Literatura obowiązkowa dla młodych kobiet – Sylvia Plath i Szklany Klosz

Grafika z dużym czerwonym napisem SYLVIA PLATH i mniejszym czarnym tytułem "Szklany klosz". W tle zdjęcie pisarki siedzącej na plaży.

Nie jestem zafascynowany, tak jak myślałem, że będę, ale mimo to dalej jestem pod wrażeniem. Mam nadzieję, że te słowa na pozór przypominające oksymoron, nie wprawiły Was w konsternację, ale jak wiecie, nie jestem fanem banalności i tak samo nie mogę pozwolić sobie na takową w stosunku do omawianego tematu. Mój tytuł jest dosyć sugestywny, ale nie jestem kobietą, więc dlaczego zabieram się do czegoś, co teoretycznie nie powinno mnie interesować? Sęk w tym, że powodów jest wiele, a to, że Szklany klosz jest określany mianem klasyka, jest jednym z nich. Aferowanie osobą Franza Kafki pchnęło mnie do sięgania po podobne utwory literackie i tak sobie od czasu do czasu sprawdzę coś wyciągniętego albo może raczej wydartego spod pióra, albo jeszcze inaczej zachowując ornitologiczno-pisarską metaforę, szponów Pisarzy Apokalipsy.  Co jeszcze muszę dodać w tym kontekście, to to, że każdy z nich traktował o samotności, wyobcowaniu, a nawet śmierci. Mrok charakteryzuje każdego z nich, ale co najważniejsze, ich literatura nie jest jedynie intelektualna, ale w dużym stopniu empiryczna, tym bardziej Szklany klosz który, mimo że jest powieścią to po części autobiograficzną.

Kolorowe zdjęcie uśmiechniętej Sylvii Plath w białym dwuczęściowym stroju kąpielowym, stojącej w płytkiej wodzie na tle oceanu.
Sylvia Plath podczas wakacji nad wodą.
Źródło: Pinterest

Kilka słów o Sylvii Plath i analogiach

Amerykańska pisarka, poetka i eseistka należy do poetów wyklętych. Stypendystka Fulbrighta studiowała w Anglii i tam poznała swojego przyszłego męża Teda Hughesa. Skupmy się jednak na postaci Sylvii, bo jak możemy przeczytać w notce o autorce, chorowała na zaburzenie afektywne dwubiegunowe, wliczając w to depresję oraz stany maniakalne, co skutkowało próbami samobójczymi i właśnie z tego powodu wielokrotnie przebywała w szpitalach psychiatrycznych. O czym jest książka? Jak przystało na pisarkę wyklętą, traktuje ona głównie o depresji i szukaniu swojej tożsamości, ale ukradkiem też presji społecznej wobec kobiet. Narratorem powieści jest główna bohaterka. To sprawia, że pierwsze skrzypce nie gra fabuła, a raczej sposób postrzegania świata Esther. Przez właśnie ten pryzmat jesteśmy w stanie wnioskować, że młode kobiety walczą z lękiem przed przyszłością, presją bycia idealną, ale też alienacją. Jak już jestem przy mniej widzialnym aspekcie, to muszę poruszyć również temat symboliki szklanego klosza, bo ten jest bardzo trafną alegorią depresji. Przejdę teraz do moich spostrzeżeń dotyczących książki, bo te nieco pokrywają się z sylwetką autorki.

Wycinek z amerykańskiej gazety z nagłówkiem „Missing College Girl Is Found Semi-Conscious Under Porch” oraz zdjęciem młodej Sylvii Plath.
Artykuł prasowy z sierpnia 1953 roku informujący o odnalezieniu Sylvii Plath po jej pierwszej próbie samobójczej.
Źródło: Pinterest

Myśli własne

Przed rozpoczęciem lektury mamy styczność z kilkoma notkami o Szklanym kloszu rzecz jasna. Pierwszy akapit należy do Leny Dunham, czyli autorki Nie takiej dziewczyny. Wspomina o niej, że w dzisiejszych czasach o wizycie u psychiatry mówi się, bez zażenowania, jakby szło się do fryzjera. Jak dla mnie jest w tym dużo prawdy. Lena pozostawia Nas z pytaniem, czy obecnie Sylwia zdołałaby się uratować. Subiektywnie rzecz ujmując, oczywistością jest, że tak. Winterson również wskazuje na niewłaściwy czas i miejsce. Sharon Olds z kolei ubolewa nad przedwczesną śmiercią, jednocześnie zwracając się do młodszych z przestrogą. Jeden, który najbardziej zwrócił moją uwagę, jest ten od Lionel Shriver autorki Musimy porozmawiać o KevinieCzytałam Szklany klosz jako nastolatka i jak większość nastolatek nie miałam problemu z utożsamianiem się z młodą kobietą, która miała wszystko – urodę, talent, szansę i słyszała wciąż to pitolenie w rodzaju <<Masz całe życie przed sobą>> –  a mimo to wpadała w rozpacz. Dzisiaj o depresji opowiada się na grillu, ale Plath doświadczała tego stanu bez poczucia, że cierpią na to inni. Szklany klosz przywraca tamten horror”. Mało tego, ja dodałbym od siebie, że często młodzi adaptują sobie depresję, przez co problem ulega bagatelizacji, a wtedy osoby, które najbardziej potrzebują pomocy, jej najzwyczajniej w świecie nie dostają. Jak już mamy omówienie wstępu to przejdę do treści właściwej i przytoczę jedynie notatki z marginesu, żeby wpis albo raczej jego pisanie i czytanie nie trwało wieki.

Pierwszą stronę marginesu zdobi przypis „przedłużenie myśli”. Odwołuje się to do szybkiego i bezpośredniego brutalizmu autorki, która szkicuje, z kim mamy do czynienia, jeśli chodzi o główną bohaterkę „Nie miałam powodu utożsamiać się z Rosenbergami, ale mimo woli wciąż wyobrażałam sobie, jak to jest, kiedy kogoś smaży się żywcem prądem puszczonym po wszystkich nerwach”. W skrócie inteligentna i ironiczna, ale okrutnie samoświadoma. Potem mamy lekkie wprowadzenie świata przedstawionego, które podkreśliłem, bo przypomina trochę kino noir, jednak należy pamiętać, że takie były czasy, a ma się to nijak do kina. Na jednej stronie umieściłem dwa słowa niedaleko siebie „autobiografia” i „depresja”. Główna bohaterka przepełniona jest poczuciem beznadziei „Tylko że ja nie sterowałam ani tym miastem, ani w ogóle niczym, nawet własnym losem […] Nie umiałam wykrzesać z siebie żadnej reakcji”. Niekiedy trafiały się przydługie opisy kosmetyków oraz garderoby, ale nie przeszkadzały w czerpaniu z lektury. Do tego dorzuciłbym preferencje męskiej aparycji. Przywołując podobieństwa Sylvii do głównej bohaterki, przytoczę jeden ze zaznaczonych fragmentów „Wyglądało na to, że dziewczęta te okropnie się nudzą. Obserwowałam je, jak leżąc na tarasie, robią wszystko, żeby zachować przywiezioną z Bermudów opaleniznę, jak ziewają, malują sobie paznokcie u nóg, no i, jak już powiedziałam, śmiertelnie się nudzą”. Dostrzegam tu inność bohaterki, tylko nie wiem, czy bardziej wybija się cynizm, czy alienacja Esther. Momentami wydaje się nawet protekcjonalna. Oczywiście muszę dodać też referencje do dekadentyzmu, za co Sylvia jeszcze bardziej zyskuje w moich oczach „Kojarzyły mi się z życiem pełnym zamierzonej, starannie przemyślanej dekadencji”. Oprócz autobiograficznych depresyjnych momentów pojawiają się takie, które świadczą o braku pewności siebie co do wyglądu „Z przerażeniem stwierdziłam, że wyglądam jak zmęczona i pomarszczona staruszka”. Analogia, która wywołała we mnie dreszcz to ta, która obejmuje pojęcie snu, a to dlatego, że ten mam wrażenie, odgrywa kluczową rolę w depresyjnym pisarskim świecie. Przywołam swój wpis i to bynajmniej z narcystycznej pobudki, ale tam między innymi pisałem o senności i bezsenności Kafki, który pisał, że „Gdy wśród nocy sen przechodzi obok mnie, wiem, dokąd zmierza, i przyjmuję to. Byłoby zresztą głupio stawiać opór. Sen jest istotą najniewinniejszą, a człowiek bezsenny najbardziej winną […] Niewyspany człowiek jest o wiele mądrzejszy od wyspanego”. Jaki stosunek do snu ma główna bohaterka? Otóż zmienia się on z czasem, jednak początkowo traktuje go jak rytuał, który nie wolno zakłócać „Sama nie wiem, jak długo spałam, kiedy zbudziło mnie pukanie do drzwi. Z początku nie zwracałam na nie żadnej uwagi […] Z trudne stanęłam na nogi, przez dobrą minutę chwiałam się sennie na środku ciemnego pokoju. Byłam zła na Doreen, że mnie obudziła, jedyną szansą jakiego takiego przeżycia tej okropnej nocy był sen, a ona musiała przyjść i wszystko zepsuć”. Kolejno sen stawał się dla niej lekarstwem, ale ostatecznie cierpiała na silną bezsenność. Dalej możemy zauważyć, że w życiu Esther pojawia się przepych, ale nie daje jej to radości, wręcz przeciwnie, bo to właśnie chwile z dziadkiem, który był kelnerem, wspomina najlepiej. Wybaczcie mi skakanie po wątkach, ale moja chronologia podyktowana jest stronami, jednakże niektóre wątki się pokrywają. Oprócz braku pewności siebie co do wyglądu pojawia się także taka dotycząca kariery „Bo byłam w podłym humorze. Zostałam bowiem tego ranka zdemaskowana przez wszechwiedzącą Jotkę i zrozumiałam, że wszystkie niejasne podejrzenia, jakie w skrytości ducha żywiłam w stosunku do własnej wartości, są słuszne i nie dadzą się długo ukryć. Po wielu latach ubiegania się o dobre stopnie, stypendia i nagrody zaczęłam opuszczać się w pracy, zwolniłam tempo, jednym słowem, groziło mi wypadnięcie z puli”. Niepewności zaczynają się nawarstwiać. Alter Ego Sylvii dodaje także, że nie ekscytują ją nawet „rzeczy zakazane”. Pojawiają się również intertekstualizmy bezpośrednie do Dostojewskiego i Joyce’a. Jak już wspominam o innych pisarzach, to przyznam, że kafkowską powieść czytało mi się o niebo lepiej, być może z tego powodu, że Szklany klosz jest zbyt ciężki i nie ma w sobie nawet krzty humoru, co jest zrozumiałe ze względu na tematykę. Do tego autorka buduje napięcie przez wykorzystanie kontrastu złożonego z łagodnych i mrocznych chwil. Esther chce się czuć lekko i kobieco, ale krąży nad nią presja społeczna, która wymusza na niej maskulinizm i poczucie utraty kontroli „Wtuliłam się z powrotem w poduszki. Czułam się nie najlepiej […] Ale zaraz zaczęłam snuć marzenia o mężczyźnie, który kocha mnie od pierwszego wejrzenia, i to zupełnie bezinteresownie”, „Ale najbardziej na świecie bałam się zakotwiczenia w bezpiecznej małżeńskiej przystani”. Kolejnym faktem jest zimnokrwistość bohaterki „Te trupy nie miały w sobie absolutnie nic ludzkiego, więc nie zrobiły na mnie większego wrażenia”. Nie wiem, czy jest to wynikiem osobowości, czy już głębokiej depresji. Wartym wątkiem do przytoczenia jest stosunek dziennikarki do ciąży, która uważała, że kobiety powinny cierpieć podczas porodu bez narkozy, żeby ból odwiódł je od pomysłu zachodzenia w ciążę.  Jedną ze stron zdobi również mój podpis „Mała dziewczynka pod płaszczem dorosłości”, warto przypomnieć, że główna bohaterka ma dziewiętnaście lat. Przełomowym momentem jest opowiadanie o figowcu, na które natrafia dziewczyna, redagując teksty. Pojawia się ono nie bez powodu, bo jest odzwierciedleniem Eshter. Każdy z owoców z drzewa symbolizował coś innego, jeden szczęśliwe życie, inny karierę, kolejny niezależność, jednak szkopuł tkwił w tym, że pisarka nie potrafi wybrać jednej drogi. Czuje, że wybór jednej figi oznacza utratę pozostałych. Chce zachować wszystkie możliwości, jednak lęk przed decyzją powoduje paraliżujący strach. Kolejne strony dają nam jeszcze więcej dowodów na poczucie beznadziei „W zenicie stało obojętne białe słońce, cienkie teraz jak tarcza do ostrzenia noży. Ach, gdybym to ja mogła naostrzyć się na nim i stać się święta i cienka, i pożyteczna jak dobry nóż”. Podoba mi się zobrazowanie idealnego mężczyzny przez Sylwię „Byłam mu tak wdzięczna za to, iż nie kazał mi decydować […] Zaczęłam rozumieć, dlaczego mężczyźni, którzy nie cierpią kobiet, tak łatwo robią z nas idiotki. Nienawistnicy są jak bogowie: nieosiągalni i wszechmocni. Schodzą na ziemię, a potem znikają, kiedy im się zechce. Nie można ich w żaden sposób ujarzmić”. Pesymizm – „Nieskładne, do niczego niepodobne fragmenty zrujnowanego krajobrazu. Świat jest jedną wielką kupą śmieci”, „Nie cierpię dzieci”. Po jakimś czasie zrozumiałem, że każdy kolejny bodziec to atak w stronę głównej bohaterki. Do tego depresja rozwija się tak, że „jej ciało odmawia posłuszeństwa”, idealnie ukazuje to jeden z fragmentów „Sięgnęłam po słuchawkę. Moja ręka wysunęła się kilka centymetrów, potem cofnęła się sama i opadła. Zmuszałam ją kilka razy do podjęcia słuchawki, ale cofała się tak gwałtownie, jakby waliła w niewidoczną szklaną szybę”. Jeden cytat jest wyjątkowy, bo wskazuje na obecność samej Sylvii Plath w książce „Współczucie dla tej samotnej postaci ścisnęło mi serce. Postanowiłam, że bohaterką mojej powieści będę ja sama – trochę rzecz jasna, zakamuflowana. Policzyłam na palcach litery. Sześć. Tyle samo co Esther. To dobry omen”. Sylvia niestety też. Strona 173 rzuca nieco inny cień na niepewności bohaterki. To tam możemy dowiedzieć się, że nieustannie porównuje się do innych, tym samym umniejszając swoim osiągnięciom. Wizerunkowi depresji jest bez końca „Wciąż miałam na sobie białą bluzkę i namarszczoną spódnicę Betsy. Od chwili, kiedy powróciłam do domu, a więc od trzech tygodni, ani razu ich nie wyprałam, więc były bardzo wymięte. Przepocona bawełna miała cierpki, ale sympatyczny zapach. Od trzech tygodni również ani razu nie umyłam włosów. Od siedmiu nocy nie zmrużyłam oka”.  Od pewnego momentu książki traktuje ona jedynie o samobójstwie. Dość drastycznym i niestety autobiograficznym momentem są pobyty w szpitalu psychiatrycznym, wliczając w to leczenie elektrowstrząsami. Przypomina mi to trochę Lot nad kukułczym gniazdem. Opisy niestety nie pomagają podnieść na duchu „Poczułam się tak, jak gdybym siedziała w oknie wystawowym wielkiego magazynu. Otaczające mnie osoby nie były żywymi ludźmi. Były to kukły wymalowane na obraz i podobieństwo człowieka, ustawione w pozach imitujących życie”. Przyznam, że książka zawiera przerażającą ilość opisów działań samobójczych. Porusza też wątek stygmatyzacji osób objętych leczeniem psychiatrycznym.

Botaniczna ilustracja przedstawiająca drzewo figowe (Ficus carica) z owocami na tle kamiennego muru, wykonana w stylu akwarelowym na pożółkłym papierze.
Rysunek botaniczny drzewa figowego z dopiskiem „Malta – Giugno 1920”.

Główna bohaterka zwraca uwagę na swój wygląd nawet podczas pobytu w szpitalu „Wypełniałam już całkowicie nowe szerokie spodnie, nabyte przez matkę, a kiedy patrzyłam na swój wydatny brzuch i zaokrąglone biodra, cieszyłam się, że nie widzi mnie pani Guinea, bo pomyślałaby na pewno, że jestem w ciąży” lub „Nienawidziłam tych wizyt, ponieważ wiedziałam, że goście z obrzydzeniem patrzą na moje rozczochrane tłuste włosy, porównują mój obecny wygląd z dawnymi i opuszają mnie bardzo zatroskani”.  Na stronie 288 zapisałem „Nie ufa nikomu, nawet jak jest bezpiecznie, uważa, że to pozór”. Wertując strona po stronie, natrafiłem na dwa wątki, które są warte trochę większej uwagi, a chodzi mi o rodzicielstwo, ale też miłosne podboje Eshter. Protagonistka zazdrości mężczyznom, że nie muszą bać się o ciążę. Jest to ponadczasowy problem, ale mam wrażenie, że obecnie ta granica się nieco zaciera. Nie jestem feministą, ale obecnie większa możliwość decydowania o swoim ciele jest pozytywnym zjawiskiem. Co z kolei zrodziło myśl podobną do komentarzy z początku wpisu, że gdyby Sylvia żyła dzisiaj, to tragedia by ją ominęła. Drażni mnie nieco fakt fiksacji funkcjonalnej kobiecych narządów, bo chcąc nie chcąc katolicyzm, który jest prorodzinny, daje do zrozumienia, że nie każdy został powołany do bycia rodzicem. Wrócę do tematu podbojów miłosnych, przepraszam, ale nie wiedzieć czemu nieco obrzydza mnie szczegółowość zbliżenia z kobiecej perspektywy. W skrócie nie jestem fanem słuchania o podbojach miłosnych tym bardziej tych żeńskich. Dlatego relacja głównej bohaterki z Irwinem odpycha mnie od aż takiej fascynacji powieścią. Jednak muszę coś dodać i to jest między innymi powód tytułu. Dziewiętnastolatka  wyobraziła sobie pierwszy raz jako coś niesamowitego niemalże wyjętego z nie z tego świata „Czekałam, żeby nareszcie spełnił się od tak dawna oczekiwany cud. Poczułam jednakże tylko przykry i niespodziewanie dotkliwy ból. […] Po pewnym czasie Irwin podniósł się z łóżka, poszedł do łazienki i puścił prysznic. […] Chciałam go zapytać, czy już przestałam być dziewicą, ale było mi głupio”. Jak wiecie, nie lubię banałów, a tak było w tym przypadku. Prawie na samym końcu książki zapisałem sobie, że wspólną cechą Plath i Kafki jest multum niepewności i zastanawiałem się, czy to może jest tajemnym składnikiem idealnego pisarstwa – niepewność?

Podsumowanie

Chyba nie skłamię, jeśli powiem, że nie utożsamiłem się za bardzo z główną bohaterką, ale jeszcze dziwniejsze by to było, gdyby faktycznie tak się stało. Różnica charakteru, płci oraz epoki to bariery nie do przebicia. Mimo że według niektórych mam wiele wspólnego z Sylvią Plath (kto wie, ten wie), to nie jestem w stanie wyobrazić sobie, przez co przechodziła zarówno główna bohaterka, jak i autorka powieści. Nawet mogę powiedzieć, że mam wyrzuty sumienia, że książka nie poruszyła mnie aż tak bardzo, jak myślałem, niemniej jednak odkryłem pewne aspekty realów, których nie do końca znałem. Jedyne co pozostaje mi na koniec, to dołączyć do grona czytelników, którzy woleliby, żeby Sylvia odnalazła się w teraźniejszych czasach, bo każdy z nas ma swój szklany klosz.